Witaj w świecie cierpienia i śmierci.

 

Światło dzienne jest tutaj rzadkością,

Wokół wszyscy zawsze są święci

I odznaczają się niezwykłą pobożnością,

Echo ich modlitw w uszach dudni.

Ciebie też wśród nas chcemy mieć –

I stojąc nad krawędzią starej studni,

Echem krzyków zwabiony, skoczyć będziesz chcieć.

 

Kochany i wielbiony tutaj odrzuconym będzie,

Oblubieniec w samotności ranne serce ma,

Miłość jest nigdzie, a nienawiść jest wszędzie,

Prosić możesz – nic tu nie da próżna mowa twa.

Ulubieńcy bogów swój żywot tu wiodą,

Tchórzami nazwani bohaterowie dawni

Esencją bólu karani – niewinności nie dowiodą.

Rynsztok tu domem tym co byli sławni,

Umierający żyje, żyjący tu umiera.

Witaj, teraz to również twój dom!

 

Żadnych więcej radości, tu nie ma ukojenia,

A rzeczywistość dorównuje najgorszym twoim snom.

Dzień szare tu ma kolory, noc purpurą spływa,

Niebo krwistoczerwone, a gwiazdy niczym puste oczodoły,

A na ciebie za każdym rogiem wieczność czyha.

 

 

 

Aleją do bólu idzie człowiek zmęczony,

Wróci, gdy skończy się jego pycha.

Aleją do rozpusty idzie ten, co w świątyni

Rankiem wznosił swoje gorące modły

I chciał być teraz między tymi, co uznani są świętymi,

Ale jego pragnienia na szczyt grzechu go zawiodły.

 

Smutek tutaj nie istnieje, bo nie ma tu radości

I litość odeszła – przecież nie cierpi nikt

Echem zwabiony i uwięziony w wieczności.

 

Nie ukrywaj się – to tylko nerwowy tik

I nikt przecież nie zabije cię po to by samemu żyć –

Elementy twej osobowości rozsypują się.

 

Kiedy zdecydowałeś, że chcesz tu być?

O czym myślałeś, gdy poświęciłeś się?

Nie mów, że pragnąłeś tylko szczęścia –

Całe twoje życie było usłane nim.

Zamykasz oczy – teraz jesteś tego świata częścią –

Ty, który tak naprawdę nic nie wiesz. Jesteś kim?

 

Psychopatą czy prorokiem, czy katem,

Obłąkańcem czy wizjonerem, czy duchem,

Nieśmiertelnym czy człowiekiem, bratem

I przyjacielem czy wrogiem, lekkim podmuchem,

Echem naszych pragnień czy ich wspomnieniem?

Witaj w świecie śmierci i zapomnienia!

Aksamit spokojnej nocy nie istnieje tu – teraz jest cierpieniem –

Żaden człowiek stąd nie doczeka już zbawienia.

 

 

 

 

Prosty test wiary, który aż tylu oblało

Rzeki karmi krwią niewinnych ludzi.

Zamknij oczy – to nie będzie bolało,

Echo ich krzyków w nocy cię zbudzi.

Cisza tutaj rani twe uszy,

Huk wystrzałów jest jak balsam.

Obejrzyj się – ty już nie masz duszy –

Dziś idziesz na śmierci bal sam.

Zapomnieć chcesz – nawet tyle ci nie dane

I krwawe wizje przysłaniają oczy twe.

 

Zwróć im to, co siłą odebrane,

A i tak będzie nieczyste serce twe.

Wiesz przecież – umarłym się nie wybacza.

Słyszysz te słowa?! Ty nie żyjesz!

Zmarłeś, gdy wystraszony usłyszał baca

Echo krzyku, kiedy pierwszy raz zabiłeś.

 

Witaj, teraz to również twój los!

 

Nieważne kim byłeś – tutaj jesteś nikim,

A wieczność karą – taki nasz los.

Samotni wznoszą tu swoje okrzyki:

Tylko jedna noc, jeden dzień, jedna chwila,

Echo dawnego życia – by być przy kimś!

Potępieńcom czas wolno tutaj mija,

Nie można uciec stąd! – Tym krzykiem znów kogoś zwabiłeś.

A wszystko tylko dlatego, że w imię wiary zabiłeś!

 

 

 

 

 

 

 

Ilość odsłon: 202

Komentarze

Nie znaleziono żadnych komentarzy.