Z auntentycznością jest jak ze świętym Grallem.
Jej szczątki spoczywają w strzępach legend
uwiecznionych na zakurzonych kartach
żyjących w szklanych trumnach biblioteczek.

 

Jej poszukiwanie nie kończy się sukcesem.
Jest równie bezcelowe jak, wyobraźmy sobie,
Joy Division puszczane w klinice psychiatrycznej
czy Charles Bukowski czytany w klubie A.A.

 

Próba ucieczki z czterech ciasnych ścian
skończy się w przytulnym radiowozie,
co mknie jak gepard po piaszczystych szosach
by zwrócić formie skruszonego renegata.


Ilość odsłon: 263

Komentarze

Konto usunięte

2-1

kwiecień 28, 2010 23:10

Dość nierówno napisane. Np. fragment z Joy Division mnie rozbawił naprawdę przyjemnie. Ale takie zdystansowane ironiczne frazy (w sumie 3) mieszają się z ględzeniem (np. 2,4 wers).