Dwie drogi w żółtym lesie szły w dwie różne strony:
Żałując, że się nie da jechać dwiema naraz
I być jednym podróżnym, stałem, zapatrzony
W głąb pierwszej  z dróg, aż po jej zakręt oddalony,
Gdzie widok niknął w gęstych krzakach i konarach;

 

Potem ruszyłem drugą z nich, nie mniej ciekawą,
Może wartą wyboru z tej jednej przyczyny,
Że, rzadziej używana, zarastała trawą;
A jednak mogłem skręcić tak w lewo , jak w prawo:
Tu i tam takie same były koleiny,

 

Pełne liści, na których w tej porannej porze
Nie znaczyły się jeszcze śladów czarne smugi.
Och, wiedziałem: choć pierwszą na później odłożę,
Drogi nas w inne drogi prowadzą-i może
Nie zjawię się w tym samym miejscu po raz drugi.

 

Po wielu latach, z twarzą przez zmarszczki zoraną,
Opowiem to, z westchnieniem i mglistym morałem:
Zdarzyło mi się niegdyś  ujrzeć w lesie rano
Dwie drogi; pojechałem tą mniej uczęszczaną-
Reszta wzięła się z tego, że to ja wybrałem.

Ilość odsłon: 3582

Komentarze

Konto usunięte

2-1

sierpień 23, 2005 20:46

Adamie znajomy ten wiersz. Mimo ze to nie Twojego autorstwa nadal jestem pod wrazeniem Twojego talentu oraz tego jak dobierasz wiersze i slowa. Czy jak poprosze o wiersz dla mnie bedzie to wielka gafa?

Konto usunięte

2-1

sierpień 12, 2005 14:54

w pewnym momencie życia zawsze stajemy na takim rozdrożu...pytanie od wieków aktualne...w którą strone?