***

 

 

Czego jeszcze nie było

Będzie już za chwile

I nie da się tego niczym wytlumaczyc

Jeśli deszcz nie zapada jutro na twym oknie

Schowaj swoje mysli gleboko do szuflady

 

 

                  ***

 

 

Sciana taka biala jak dusza dziecka

Kiedy jeszcze nie doswiadczyla zla i nienawisci

Okno takie wielkie i przejzyste

Jak wszechswiat nieograniczony ludzkim okiem

I meble takie majestatycznie nieruchome

Jak las debowy opowiadajacy wieczorami stare basnie

A w tym wszystkim ja

Jedna, jedyna, niepowtarzalna

Jak mój pokoj

 

 

                  ***

 

 

Z samotnoscia na twarzy, kiedy ty przybijasz mnie swoim udreczeniem

Ucieka dusza z chorego lasu

I szuka sciezki we mgle gestej

Jak krem czekoladowy.

Nie istnieja ulice, nic w ogole nie ma,

Tylko jakas szara mysz wzbila się w powietrze

I krazy sepliwie nad kawalkiem serca,

Zlamanego, poszarpanego i splugawionego stechlizna zabitej milosci

 

 

              ***

 

 

Koniecznosc wyzwolenia

Pragnienie wolnosci

Zzera mnie codziennie jak dzikie zwierze

i rozdziera wnetrznosci

Zatapia swe kly w srodku serca

Nie mogę powstrzymac procesu (rozkladu)

Jestem bezsilna wobec jego ogromnej sily

Tylko Ty możesz to zmienic

Jedynie Tobie ulegne, bo jest jeszcze wieksze pragnienie bycia w Tobie

Przenikanie mysli, cial, zapachu.

Dotyk dloni, cieply oddech

Wszystko wielkie, nie pojete, nie zbadane

Odkrywanie od nowa calego swiata

 

 

             ***

 

 

Zobaczyc swiatlo. Cud. Uslyszec glos.

Nic nie pozwala cierpiec

Serce obmyte czysta krwia

Maly obrazek z dziecinstwa placze się wśród gwiazd

Skrzydlate stwory rozrywaja slowa

Glowa ciezka jak glaz cisnie się w ramiona

I mroczna cisza, która dreczy mozg swym  przerazliwym dzwiekiem

Meka dretwych mysli zamknietych w zlotej klatce

Szmer splatanych oddechow

Boje się zapomniec

 

 

 

             ***

czuje jak z kazdym dniem ta budowla jest coraz mocniejsza

i coraz pewniej stoi na gruncie

nie drecza mnie już obawy

zlo przechodzi pod wplywem jednego slowa, spojzenia, mysli

kojaca muzyka i zycie jest inne

już nie musze umierac z powodu dnia niespelnionego

tylko noc jest moim sprzymierzencem

 

 

            ***

 

 

A wczoraj wyrosly mi skrzydla

I lecialam wysoko tak, ze niczyje oczy nie mogly mnie dostrzec

Slyszalam glos, który mnie wolal

Ale w gorze było niebiansko pieknie

To nie był sen. Nie myslalam o niczym i bylam wolna. Wiatr

(Upadek bylby katastrofa)

 

 

            ***

 

 

Oddaje się blogiej bieznosci

Mysli plyna wolno, leniwie

I nic nie zaprzata mi glowy bardziej niż Ty

 

 

            ***

 

 

nie powiem ci nic wiecej, nie trzeba już nic mowic

to co trzeba jest wiadome, reszta niech pozostanie swieta

nie czuje nic jestem duchem i ty bądź także

oderwij się od tej szarzyzny i lec ze mna tam gdzie nikogo nie ma

na moja wyspe

tam skonam a ty mnie pochowasz choc sam nie będziesz o tym wiedzial

 

 

            ***

 

 

Niebiansko czysty i nikt tu nie krzyczy

Spiewaja ptaki, czuje spokoj.

Ale tu się nic nie dzieje. Może pokrzycze troche u Cebie, co?

Nie chcesz? Nikt nie chce, nikt nie może tego zniesc.

Wracam do siebie. Jednak lubie tutaj być, nikogo tutaj nie wpuszcze.

Ktos zaraz wprowadzi tu jakis metlik i zamieszanie

Zamykam się na klucz, który wyrzucam w otchlan mysli

 

 

            ***

 

 

Ide ciemnym, kretym korytarzem moich mysli

Nie widze poczatku ani konca

Gdzes daleko prawie niewidoczne swiatlo

Daje znac o sobie martwym mruganiem

Slysze jakies wolanie. To niemożliwe żeby był tu ktos jeszcze

To przeciez MOJE mysli. Nie to nikt to tylko ja

Ja tak krzycze. To nie do zniesienia. Musze stad wyjsc.

Wskakuje do Twojego korytarza

 

 

             ***

  

 

Oczy dziecka, pelne smutku i goryczy

Usta szepcza tajemnicza mantre

A rece skladaja się w blagalnym gescie

Jestem bezsilna wobec woli swiata i razem z nim

Skazuje je na rozpacz

 

 

                ***

 

 

slyszalam opowiesci o wojnie,

widzialam cierpienie , rozpacz i strach

lecz gorsza od tego jest pusta, ludzka dusza

                                  *

kiedy jade pociagiem to czuje ze moje dni

mijaja tak jak widoki za oknem

szybko niepostrzezenie i bez znaczenia

                                  *

zostaw sobie odrobine miejsca dla siebie samego

reszte niech zajmie ktos inny

                                  *

Sobie wezme to czego ty nie chcesz

Pojde w swiat i pokaze czym pogardziles

                                  *

Kto nie zyje ten nie umiera

I cerpi wieczne meki

                                  *

Rzucam się ze skaly na wiatr

Jak szalony Ikar

Lece spragniona wolnosci i przestrzeni

By moc się zrealizowac lub splonac i zginac

                                  *

Czy ktos może dac mi odpowiedzi na pytania

Których nigdy nie zadam?

                                  *

Widzialam puste twarze i dusze

Nie majace nic z czlowieka

To była masa, która formowala się wedlug potrzeby

                                  *

Czuje odchlan w która wpadam i z ktorej nigdy się już nie wydostane

Mialam chec zapomniec ale to co było- zostanie

                                  *

Prozno wolac i tak nikt nie uslyszy

Nikt nie slucha, bo krzyk jest cisza

 

 

Coraz mniej strachu o to co się stanie

Tylko zal i pustka

Czekam jak wyroku kata na slowa skazujace na wieczna samotnosc

Odejdzie czastka mnie gdzies

W nieznane strefy mojej swiadomosci

I nie zostanie nic z minionych dni oprocz wspomnien

 

 

                              ***

 

 

O wiecznosci pozwol choc na chwile byc w Tobie

Poczuc cale Twoje jestestwo i moc

Wielkosc i cale Twoje piekno

I nie odsuwaj mnie od siebie bo bez Ciebie zgine

Lub splone jak gwiazda w przestworzach

 

 

                              ***

 

 

moje mysli sa pelne wiatru

leca niby ptaki w czas sztormu

nie znaja granic

i wybiegaja daleko poza zakres swiadomosci

 

 

                              ***

 

 

Widzialam jak wielka fala zabrala wszystko w otchlan oceanu

Nie zostawila nic oprocz kamieni... i ...zdechlej ryby

 

 

                              ***

 

 

zielony ksiezyc, zolty ksiezyc – niebo czarne

czerwone slonce, niebieskie slonce – niebo zielone

koszmary senne, marzenia dzienne nieba nie ma

ziemia się kreci w ta sama strone

sny i zywoty mieszaja się w pyl

wieczor zapada tuz przed switem

blekitnie swiecac swymi gwiazdami

                             ***

 

 

Pospolite lzy, a może nieokreslona sila uczuc plynie po policzkach

rzeka cierpienia i bolu

Zachowujac twarz znika caly swiat

I nagle nie zostaje nic

Otwiera się trzecie cyklopowe oko

Widzace wszystko, czego nie ma

Zapach stechlizny

Rozstanie, smutek, zal,

Noze, rece, sztuczne zaplodnienie,

Zycie, smierc, zabawa w dom.

A wszystko nierealne, smieszne i prawdziwe

Zwyciestwo i kleska jedno maja imie

                          ***

Kolorowe pnacza chmur prowadza do nieba

Poprzez gwar i szum zdyszanych pociagow

Twarz muskaja delikatne krople rosy

A czarnoksieznik szykuje swoja zatruta miksture

Ten pan drzy caly jak za dotknieciem rozdzki

Jeden dotyk, szept i wszystko się zmienia

Ciemnosc rozjasnia czerwony promien

Goracy i rozjatrzony

Swiadomosc zamiera

 

 

                         ***

 

 

Pustka,ciemnosc

Obowiazek walki jest już spelniony.

Ciemne postacie przesuwaja się na tle zielonych drzew

Przebiegl pies

Kilka lez

Grudki ziemi

 

 

                        ***

 

 

zostawic wszystko i isc

daleko, daleko  stad

wolnosci droga bądź tam i czekaj na mnie

 

 

                       ***

 

 

przychylic skrawek nieba

i powachac je niebieskie, szare i stalowo zimne

skrasc troche wolnosci ptakom

zabrac im skrzydla

tak daleko do gwiazd

a tak blisko do ziemi

slonce nigdy nie gasnie

woda plynie bezszelestnie

 

 

                      ***

 

 

pograzony w niebycie patrzy i slucha

ale nie wie czego

gdzies na dnie zmietej duszy

budzi się chore sumienie i zadrecza zmeczony umysl

wszystko ciazy jak z kamienia

istnienie przestaje być wazne

ziemia, noc, szmer myszy

starosc, smierc

 

 

                      ***

wszyscy – nikt

tlum, rzeka, lawa

Kochaj mnie jak wiatr i deszcz

Dotykaj jak mloda trawa

Rozpal jak czerwone slonce

I na chwile zapomnij ze istniejemy, a razem z nami caly swiat

 

 

                                  ***

 

 

Tak mi smutno, ze jestes tak daleko

Nie mogę cie dotknac ani patrzec na ciebie

Chce slyszec noca twój oddech

A nad ranem czuc twe rozpalone cialo

Czekam na ciebie o karzdej porze

I wiem ze kiedys cie znowu zobacze

Tak jak wtedy. Tak jak zawsze.

 

 

                                ***

 

 

Podejdz do mnie i nic nie mow

Niech chwila stanie się wiecznoscia

Zanurz się w mrok razem ze mna i oddaj się wiecznej ciszy

Patrz na gwiazdy i kochaj je

Sluchaj deszczu i graj razem z nim

Poczuj zapach trawy wytarzaj się w niej jak mlody zrebak

Dotknij chmury

Sprobuj slonca

Zyj jak motyl

I nie placz już

 

 

                               ***

 

 

Ty masz na imie Zlosc

Jestes strasznie czerwona na twarzy jakby ktos cie pomalowal

A ty to pewnie Nienawisc

Taka jestes wielka, zalewasz soba prawie caly swiat.

I dumna jestes z tego,co? Masz racje, jestestes pania tej planety

O! Pycha! Wygladasz  jak balon, albo jak wielka gruba pierzyna,

Która o malo nie trzasnie w szwach

Zazdrosc, Lenistwo,Egoizm, slodkie Klamstwo

Wszedzie was pelno az niesmacznie

Wejdziecie w każdy zakamarek ludzkiej duszy

A Ty? Kim Ty jestes?

Co?

Milosc?

Co to Milosc?

Tak mizernie wygladasz. Takas blada i rachityczna

A może odpoczniesz, może wejdziesz do mnie, do mojego serca?

 

 

                             ***

 

 

Srebrny pyl na rzece a chmury w sercu

Woda plynie szumi las gora stoi lata ptak

                             ***

Szlam droga, na ktorej mijalam tylko cienie

Rozejrzalam się dookoła ale nie znalazlam nikogo

Kto moglby mnie poprowadzic dalej

Potem stanelam nad urwiskiem

Zatrzymalam się i popatrzylam za siebie

Nie moglam się ruszyc.

Oczy widzialy tylko jeden punkt. Zamarlam.

Czas biegl coraz szybciej, za szybko

Dopiero pozniej się obudzilam

Wtedy zrozumialam cala prawde, ale jaka ona jest teraz?

 

 

                               ***

 

 

widze puste tory wijace się w oddali

pociag, na który czekam nie nadjezdza

pusta przestrzen rozciaga się w nieskonczonosc i niknie na horyzoncie

samotnie rozrzucone drzewa stoja z uniesionymi do gory rekoma i lamentuja

wydajac ciche westchnienia

niebo jest ciezkie, stalowo-sine

nabrzmiale jak dojrzaly owoc

 

 

                              ***

 

 

grozne a jednoczesnie zagubione i smutne

zapada zmierzch robi się chlodniej

nad polami rozposciera się mgla

i muska moja twarz swoimi delikatnymi palcami

nagle slysze gwizd

nastala już noc

 

 

                              ***

 

 

Mialam sen. Szalony.

Lecialam nad miastami i lasami

Nad rzeka i bagnem

I widzialam to swiatlo, którego nigdy nie ma.

Kiedy się obudzilam znow czulam pustke w sobie, być może jutro umre

Czasu jest coraz mniej a swiat taki wielki

Mysle, ze kiedys skonczy się ta smutna zima

I nadejdzie piekne, gorace lato

Lecz deszcz znow pada

Widze ich przez caly czas. Nie zapomne.

Dni. Mijaja. Noce.

Jeden za drugim uciekna w koncu za daleko

Zbyt daleko, żeby dogonic

Nie będzie już sil i zapalu, nogi będą zmeczone. Starosc.

Coraz blizej i dalej

Nie ma już

Zdanie, wyraz, sylaba, litera, kropka.

Telefon nie dziala w obie strony.

 

Ilość odsłon: 304

Komentarze

Nie znaleziono żadnych komentarzy.